Do Katowic pojechałam na 3 dni sama.
Zostawiłam męża z dwiema córkami, spakowałam walizkę i papa. Na dodatek dziewczyny są akurat w trakcie kataru więc chłop ma przerąbane. Zostawiłam im wałówkę w postaci jedzenia i ogarnęłam jak najwięcej się da co i tak nie zmienia faktu, że miałam wyrzuty sumienia zostawiając go samego z nimi ale:
TAK MIAŁO BYĆ.
Siedząc na wykładzie/ na szkoleniu starałam się skupic swoją uwagę żeby zapamiętać wszystko co mówi Patrycja (edukatorka).
W pewnej chwili coś mi klikło.
Poczułam się dosłownie jakby ktoś mi włożył w serducho ziarenko- takie małe maleństwo podlał i ta łupinka we mnie pękła żeby móc wypuścić kiełek.
Dowiedziałam się co ciekawe dla mnie na przykład o genezie ubezpieczeń.
Ubezpieczenia zapoczątkowali marynarze, którzy płynąc w rejs zrzucali się składkami na poczet rodzin których mężowie nie wracali z rejsu w skutek śmierci.
Nasłuchałam się różnych opowieści i zdałam sobie sprawę z tego, że to będzie praca dla mnie, bo ja lubie pomagać. Ja lubie słuchać czyichś opowieści i dzielić się swoimi doświadczeniami.
Każdy z nas ma swój bagaż doświadczeń.
Liczę na to, że wykiełkuje na tyle by stać się dla kogoś pięknym, dużym, bogatym w liście i pachnące kwiaty DRZEWEM pod którym będzie mógł usiąść, odpocząć, schować się przed deszczem, dać cień i chłód w upalne dni.
Liczę na to, że stanę się dla kogoś obszarem SPOKOJU I BEZPIECZEŃSTWA.
Jeszcze dużo nauki przede mną ale będę starać się dać z siebie 101 %.
Trzymaj za mnie kciuki.

