Rozbite szkło.

Minął kolejny miesiąc. Długo nic nie pisałam – z braku czasu i pomysłu.
Napisanie jednego wpisu potrafi zająć mi dzień, czasem dwa. W tym czasie wracam wielokrotnie do słów, które już napisałam, zastanawiając się, czy można to ująć lepiej, inaczej…
Czy ten blog w ogóle ma sens? A potem przypominam sobie – to przecież część mnie. Część mojego wnętrza.

Nie raz się już „skaleczyłam”. Dużo czasu zajęło mi zrozumienie całego tego schematu pracy.
Statystyki, statystki i znowu statystyki- wszystko da się zamknąć w Excelu.

Dwie strony medalu

Pierwsza strona mówi, że ta praca jest łatwa, jeśli wykonuje się ją dobrze.
Jeśli zna się produkt, nie wciska ludziom ściemy i jest się prawdziwym.

Bądź człowiekiem dla człowieka.
Przyjacielem, na którego można liczyć.
Bądź prawdziwy.

Druga strona medalu jest mniej błyszcząca:
Statystyki na wszystko.
Ogrom pracy.
Odpowiedzialność.
Wytrwałość.
Cierpliwość.
Zapał.
Pokora – bo jedna jaskółka wiosny nie czyni.

W tym miesiącu mogę jednak śmiało powiedzieć: jestem z siebie dumna.
Jestem też dumna z nas, bo na ten sukces pracował ze mną mój menedżer, który powtarzał w kółko:
„Słuchaj i rób to, co do Ciebie mówię.”

Już niedługo wystartuję z pamiętnikiem w formie wideobloga – dokładam sobie obowiązków, wiem. Ale czuję w środku, że właśnie to powinnam zrobić.

Jesienne zachwyty

Ten miesiąc był też pełen zachwytu.
Jesień mnie rozczula w każdym szczególe – w kolorach lasu, w czerwonych liściach, w mgłach otulających pola o świcie.
Kiedy jeździłam na spotkania, promienie słońca przebijały się przez gałęzie drzew, a ulice były zasypane tańczącymi na wietrze liśćmi.
Miałam też możliwość poznania nowych ludzi, rozmowy z nimi, stania się częścią ich codzienności.
I właśnie to – ten kontakt z drugim człowiekiem – sprawia, że ta praca zaczyna we mnie budzić sentyment.

Rób to, co kochasz, a nigdy nie będziesz w pracy.

Kawał drogi przede mną. Wiem, że jeszcze nieraz się potknę, skaleczę i zmęczę.
Ale jak mówi Łukasz:
„Widoki na szczycie są przepiękne.”

Znając siebie, gdybym wiedziała wtedy to, co wiem teraz (a przecież wciąż wiem tak niewiele), być może nigdy nie wsiadłabym do pociągu w kierunku Katowic.
Ale czy żałuję?
Nie.
Bo weszłam na dobre tory.
Bo dzięki schematom i statystykom widzę dziś, że praca naprawdę może przynosić plony.

Dlatego kończę ten wpis z myślą, że ta praca mnie inspiruje, motywuje, budzi pewność siebie.
Bo zrobiłam coś od początku do końca sama.
Bo wymagam od siebie.
A jeśli popełniam błędy – uczę się z nich i idę dalej.

„Nie bój się powoli iść naprzód. 
Bój się tylko stać w miejscu.”

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *